Kogo śledziłem na Chełmińskim?
piątek, 15 gru 2006 @ 1:06 | Kategoria: Komentarz | Brak komentarzyPięć lat. Pięć lat temu zmarł Grzegorz Ciechowski. W sobotę kolejny koncert poświęcony jego pamięci. W Od Nowie, a gdzieżby indziej.
Jestem jednym z tych, dla których Republika to nie jest doświadczenie muzyczne. W każdym razie nie tylko. Przede wszystkim to doświadczenie pokoleniowe. Mocniejsze od samej tylko muzyki. Co pamiętam? Głównie chwile. Wiem, że brzmi to trywialnie, ale Republika kojarzy mi się właśnie całym ciągiem konkretnych momentów, chwil, które zapadają w pamięć z całą wyrazistością, choć to, co było przed, po i obok dawno już zaszło mgłą.
Nie wiem, kiedy widziałem ich pierwszy raz na żywo. W 1982? Może 1983. Pamiętam jednak jak stałem z lewej strony pod scena Od Nowy i zastanawiałem się, kiedy stare, czarne pianino całkowicie się rozleci. Nie rozleciało się, choć wyglądało jak śmiertelnie chory pacjent na reanimacji – ze zdjętą deską z przodu, nad klawiaturą i wystającymi stamtąd kablami, wyglądającymi jak przewody tlenowe. Na szczycie leżał ręcznik i flet.
Pamiętam ten moment, kiedy w Empiku „rzucili” „Nowe Sytuacje” i pamiętam grozę, gdy pani za ladą z szelmowskim uśmieszkiem poinformowała, że płyta kosztuje 700 zł. Normalna płyta, taka z Polskich Nagrań kosztowała jakieś 130 zł, singiel z tonpresu 45, numer Non Stopu jakieś 30, pierwszy w powojennym Toruniu hotdog przy Chełmińskiej z jakąś mieszaniną kapusty i grzybów zamiast parówki – 18 zł. Ile miałem kieszonkowego? Nie więcej niż dwie stówy. Krótko mówiąc płyta była absolutnie poza zasięgiem. Nie wiem jak to się stało, ale w końcu udało się uzbierać i wyżebrać. Jakieś pół roku po kupnie odważyłem się, odczekałem aż skończą próbę w Od Nowie i poprosiłem o autograf. Siedzieli w pokoju tam, gdzie dziś urzęduje Maurycy. Nie miałem odwagi przekroczyć progu.
Pamiętam te wieczory z listą przebojów „trójki”, gdy nowości Republiki szybowały od razu na szczyt, a ja nagrywałem je na magnetofon kasetowy. Pamiętam tamtą dumę, że zespół z mojego miasta demoluje listę i że tylko on się liczy.
Byłem fanem Republiki z całą naiwnością, szczenięcym oddaniem i szajbą nastolatka, który da się pokroić za „swój” zespół. Zwłaszcza szajbą. Kiedyś z kolega śledziliśmy Sławomira Ciesielskiego. Przez pół miasta. Łażenie 15 metrów krok w krok za perkusistą najlepszego zespołu na wschód od Łaby było jak spacer za kimś z innego kosmosu. Przeszliśmy za nim od Bielan aż na Chełmińskie Przedmieście, aż w końcu na pokrytej żużlem uliczce, wzdłuż której stały chałupki z pruskiego muru Ciesielski odwrócił się i - pewnie już przyzwyczajony do namolnych fanów – grzecznie zapytał, czy jeszcze długo będziemy za nim chodzić. Zrobiło nam się głupio, coś tam bąknęliśmy pod nosem i w tył zwrot. On poszedł dalej w stronę osiedla Tysiąclecia. Nigdy wcześniej nie byłem na tej uliczce, w ogóle słabo znałem tą część miasta. Całkiem przypadkiem, jakieś dwadzieścia lat później, gdy zamiast żużla pojawił się asfalt, a w miejscu domków i ogrodów z drzewami owocowymi stanęły bloki, sam się do jednego z nich wprowadziłem. Dziś to moja ulica.
Z bycia fanem z czasem wyrosłem. Z tego, że przy „Białej fladze” i „Telefonach” mam dreszcze nie wyrosnę pewnie nigdy.
W połowie lat 90-tych robiłem wywiad z Ciechowskim na festiwalu w Sopocie. Prawie wszyscy z kilkudziesięciu osób, które były wtedy w klubie pod sceną emocjonowali się, kto wygra ten festiwal. Wybór był prosty: albo Kasia Kowalska, albo Justyna Steczkowska, obie z nich wspierane były całą machiną promocyjną, obie zresztą wypadły świetnie i pozostawało tylko pytanie, która z nich. Zapytałem go, której kibicuje. On się uśmiechnął i powiedział, że zajmował się produkcją piosenek i jednej, i drugiej. I tak było. Bez względu która wygra, on wygrywał także. Człowiek sukcesu, na fali, pewny swej klasy, ktoś, kto już nie musi szukać potwierdzenia, że to, co robi ma sens. Takim go wtedy zapamiętałem.
Witaj na blogu w serwisie Nowości
poniedziałek, 11 gru 2006 @ 13:52 | Kategoria: Nieskategoryzowane | 2 komentarzy(e)300 procent Toruń
Dlaczego 300 procent. A dlatego, że będzie tu w 100 proc. o tym, co w Toruniu miłe i fajne, 100 proc. o tym, co niemiłe i niefajne oraz w 100 proc. z mojego, całkiem prywatnego punktu widzenia. To tyle za wstęp do blogu. Zapraszam do czytania, do komentowania, uzupełniania, korygowania, dodawania i innych form komunikacji między autorem a odbiorcą. Bo w końcu o komunikację chodzi, prawda?
Na początek będzie o nieśmiertelności nazw. Zagadka: przy Grudziądzkiej, vis a vis cmentarza stoi historyczny, pierwszy toruński hipermarket. Czyli G….. Geant ? A guzik prawda. Spójrzcie na nagłówek paragonu, tam już od dawna nie ma Geant’a, jest Real, bo ta sieć wykupiła francuskiego Giganta. Ciekawe tylko, ile jeszcze lat ludzie będą mówiąc , że jadą na zakupy do „żana” (a może „rzana”?). Sądzę że jeszcze bardzo długo. Dowodów na to, że nazwy żyją o wiele dłużej niż to, co opisują, jest w Toruniu bez liku.
Kilka pierwszych z brzegu:
Za komuny na ulicę Dzierżyńskiego z uporem mówiono tradycyjnie, czyli „Chełmińska”. Co ciekawe, w pierwszych latach III RP bardzo wielu mówiło że wyszli z miasta „Dzierżyńskiego”. Chełmińską można łatwo dojść do Urzędu Miasta, czyli do „prezydium”, choć Prezydium Miejskiej Rady Narodowej szczęśliwie nie ma tam od wielu
Tam gdzie dziś jest hala targowa Arpolu, jakieś 150 lat wcześniej powstały zakłady metalowe „Born und Schuetze”, po wojnie był peerelowski Bumar ale i tak rdzenni toruniacy, zwłaszcza ciut starszej daty nie mówili inaczej jak u Borna. Jeszcze mi brzmią w uszach kwieciste zdania typu: „Wyszedł z końskiej jatki na Wiązowej, przeszedł koło arki, skręcił w prawo, polazł wzdłuż Borna doszedł do Grudziądziej znów skręcił w prawo i tak trafił do ranichy! A jak już miał wypite to poszedł do miasta”.
A propos miasta: zastanawiam się na ile, fakt, że nikt w Toruniu nie używa pojęcia śródmieście, a wszyscy mówią, że idą do „miasta” wynika z tego, że przecież jeszcze sto kilka lat temu, wiele dużych dzielnic miasta było rzeczywiście poza miastem. Jeśli tak, to nasze miasto to jeszcze jedna nazwa nieśmiertelna.
Jeśli kojarzycie inne toruńskie nazwy które żyją o wiele dłużej niż to, co opisywały - napiszcie.
Z pozdrowieniami
^Góra strony^
Blog oparty o WordPress i temat Pool autorstwa Borja Fernandez.
Subskrybuj RSS dla wpisów i komentarzy.
Zawartosc bloga dostepna na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.0 Poland.

